Olimpijczycy

Smelczyński Adam

Data ur.: 14 września 1930, Częstochowa

Wzrost/Waga: 180 cm / 78 kg

Klub: Kolejarz Łódź, Spójnia Łódź, Budowlani Łódź, Legia Warszawa

Trener: Zbigniew Korolkiewicz, Andrzej Łysiński, Jerzy Kocan

SMELCZYŃSKI ADAM

ps. "Sznurek", płk sł. st. WP, lekarz stomatolog, strzelec, rekordzista zwany przez Włochów "Wiecznym Adamem", uczestnik aż sześciu IO (1956, 1960, 1964, 1968, 1972, 1976), srebrny medalista olimpijski z Melbourne (1956).

Urodzony 14 września 1930 w Częstochowie, syn Mariana i Marii Plebanek, absolwent miejscowego Liceum Ogólnokształcącego im. R. Traugutta (1948) i Wydziału Stomatologii Akademii Medycznej w Łodzi (1952, lekarz stomatolog, doktor nauk medycznych), płk sł. st. WP. Strzelec (180 cm, 78 kg) specjalizujący się w strzelaniu do rzutków (trap), reprezentant klubów łódzkich: Kolejarza, Spójni i Budowlanych (1948-1952) oraz warszawskich: Związkowego Klubu Strzeleckiego (1953-1960) i Legii (1961-1981), podopieczny trenerów: Zbigniewa Korolkiewicza, Andrzeja Łysińskiego i Jerzego Kocana. Wszystkie, największe życiowe pasje odziedziczył po ojcu: zamiłowanie do broni, strzelania, dubeltówki, muzyki, lotnictwa, polowań. "Pan doktor Marian" - jak mówiono - w Krzepicach, małym miasteczku pod Wieluniem, gdzie pełnił funkcję lekarza, bardzo dbał o wszechstronne wychowanie swego jedynaka.

W ramach tzw. podstawowej edukacji musiał nauczyć się gry na fortepianie, strzelać (najpierw z broni małokalibrowej, tzw. floweru) i poznawać uroki polowań (od piątego roku życia). Zanim jednak został strzelcem, grał w gimnazjalnej reprezentacji koszykówki, nie stronił od piłki ręcznej i futbolu, marzył także o karierze wielkiego sprintera, co najmniej takiego jak Zdobysław Stawczyk, który w powojennych latach stawiał pierwsze kroki także w Częstochowie. Karierę strzelecką rozpoczął w klasie maturalnej (1948), zupełnie niespodziewanie. Jako ochotnik pojechał na obóz PO "Służba Polsce" (w tamtych latach mogło to być pomocne w dostaniu się na studia wyższe) i tam - jak każdy junak - kilka godzin machał łopatą, a resztą dnia poświęcał "na sport". Inni grali w piłkę nożną, siatkówkę i w dwa ognie, a on przypomniał sobie o chłopięcej pasji i o pierwszej próbie, kiedy na zajęciach szkolnych "pewu" (przysposobienie wojskowe) "strzelił" 49 punktów na 50 możliwych (kbks). Na obozie, podczas eliminacji w Bydgoszczy poszło mu też dobrze i bez trudu zakwalifikował się do ogólnopolskich mistrzostw Powszechnej Organizacji Służba Polsce.

Wraz z trzema kolegami wygrał te zawody zarówno w strzelaniu, z kbks jak i kb (przegrali tylko strzelanie z pistoletu). Potem była już matura, studia w Łodzi, treningi w miejscowym klubie, poznanie się z mjr Bolesławem Gościewiczem, oficerem miejscowego 31 Pułku Strzelców Kaniowskich, jednym z pierwszych polskich olimpijczyków w strzelaniu (1924). Był jego idolem. Rozmawiali o treningu, modnej wówczas "suchej zaprawie", psychice strzelca. Zaprzyjaźnił się ze starym mistrzem. W pamiętnych dla naszego strzelectwa, I mistrzostwach powojennych w Szczecinie (1950), jako student i reprezentant Kolejarza, startował nadal w konkurencjach kulowych (kb-3, 200 i 300 m). Indywidualnie zajął piąte miejsce, a jego drużyna (wraz z Antonim Bednarskim i Romanem Krutkopadem) wywalczyła tytuł mistrzowski, wyprzedzając o 15 pkt. zespół CWKS z Warszawy. Była to oczywiście sensacja! Kolejarze z Łodzi pobili wojskowych ze stolicy. Na tychże, pamiętnych mistrzostwach w Szczecinie, kiedy wszystkie piony sportowe ostro walczyły o pierwszeństwo, wystartował także, zbierając punkty dla CRZZ w strzelaniu do rzutków w Lasku Arkońskim. Absolutny debiut. Z 25 wyrzuconych rzutków należało trafić przynajmniej 13 by przejść do następnej rundy. Student stomatologii z Łodzi miał 15 trafień i wpadł w oko Józefowi Kiszkurnie. Stary mistrz, wielki autorytet powiedział mu wtedy: "co pan będzie robił u tych kulowców, dziurki w papierze? Chodź pan do nas, strzelanie do rzutków to bez porównania większa frajda".

Posłuchał rady wielkiego fachowca i wierny rodzinnym tradycjom został "najlepszą dubeltówką Rzeczypospolitej". Nie stało się to rzecz jasna od razu. W kraju najlepszym zawodnikiem nie był już "stary" Kiszkurno, ale jego syn Zygmunt. Wygrywał na każde zawołanie. Był w znakomitej formie, kiedy razem jechali na IO w Melborne (1956). Kiszkurno po medal, a Smelczyński, jako psychiczna "podpora" mistrza. Tę nadzwyczajnie wysoką dyspozycję utrzymywał także w Australii (na treningu na 600 strzałów chybił tylko raz). Wystarczy powiedzieć, że po kilku treningach przyszły mistrz olimpijski Włoch Galliano Rossini, podszedł do Smelczyńskiego i powiedział: "Adam, tytuł mistrzowski jest już rozstrzygnięty, wygra Kiszkurno, ale o srebro to powalczymy". Prognozy wzięły w łeb. Szok był spory, kiedy Kiszkurno - już w pierwszej serii w czasie walki o olimpijskie medale - stracił cztery rzutki. Smelczyński wylosował numer startowy 23, daleki, niekorzystny. Przystąpił do konkursu, gdy wiatr nad strzelnicą w Laverton wzmagał się coraz bardziej, a niebo pokryły czarne chmury. Podczas takiej pogody (wiatr i zła widoczność) strzelać należy szybko, automatycznie, w rytmie. W takich warunkach znakomicie dawałby sobie radę stary mistrz Kiszkurno, strzelający ponoć najszybciej z polskich skeetowców.

Smelczyński nie miał wyboru - postawił wszystko na jedną kartę. Rąbał ze swojej dubeltówki szybko i rytmicznie. W pierwszej serii stracił jeden punkt. Później trafiał nieco gorzej, ale po pierwszym dniu zajmował piątą pozycję. Wiedział, że najgorsze było jeszcze przed nim, gdyż zazwyczaj drugi dzień przynosił mu niepowodzenia. Wprawdzie poza konkurencją wydawał się już być Włoch Rossini, ale Polak mógł jeszcze zdobyć nawet medal srebrny. Widząc niepowodzenie Kiszkurny (dalej nie mógł sobie poradzić z koszmarnym wiatrem) nie zmienił taktyki obranej dzień wcześniej. Składał się do strzału szybko, szybciej niż zazwyczaj. Wkrótce też jego nazwisko znalazło się na czele wyników drugiej serii. Miał najlepszy rezultat - 73 punkty na 75 możliwych, a w klasyfikacji łącznej wysunął się na drugie miejsce, dzieląc je wraz z Rosjaninem Mogilewskim. Polak miał swój dzień. Nie zawiodły go nerwy. Strzelał w dalszym ciągu równo i  w ostatniej, trzeciej serii, spudłował trzy razy, gdy Mogilewski - cztery. Wynik 190 na 200 nie był rewelacyjny, ale liczył się sukces, jeden z największych w historii polskiego strzelectwa sportowego. "Umiem zazwyczaj skrzętnie ukrywać to, co przeżywam - powiedział kiedyś autor tego wydarzenia - ale w momencie, gdy na maszt płynęła biało-czerwona flaga, gdy Avery Brundage dekorował mnie, olimpijskiego debiutanta srebrnym medalem, nie byłem w stanie zapanować nad ogarniającym mnie wzruszeniem. Sobotni dzień 1 grudnia 1956 do dziś pozostaje najpiękniejszym dniem w mojej wieloletniej karierze sportowej".

Startował potem jeszcze przez wiele, wiele lat, jego znakomici rywale - Włosi nazwali go nawet "Vecchio Adam" (wiecznym Adamem), zdobywał tytuły mistrza Polski i medale mistrzostw świata i Europy, sześciokrotnie dostąpił zaszczytu reprezentowani polskich barw na igrzyskach olimpijskich (mógł zostać nawet samotnym rekordzistą, ze względu na słabą dyspozycję zrezygnował jednak ze startu w Moskwie 1980) i - niestety - z różnych względów nie sięgnął już po olimpijskie trofea. Ale bilans i tak ma imponujący. 12-krotny  mistrz Polski (1956, 1958, 1959, 1960, 1962, 1963, 1966, 1967, 1968, 1970, 1971, 1976) był też: brązowym medalistą MŚ 1967 Bolonia (trap 300 ind.), dwukrotnym mistrzem Europy 1972 Madryt (trap 200 ind.), 1976 Brno (trap 200 ind.) i 5-krotnym  medalistą ME: srebrny 1964 Bolonia (trap 200 druż.), 1972 Madryt (trap 150 druż.), brązowy 1955 Bukareszt (trap 200 druż.), 1974 Antibes (trap 200 ind./, 1975 Wiedeń (trap 200 ind.). Zasłużony Mistrz Sportu, odznaczony m. in. Krzyżem Oficerskim OOP i dwukrotnie złotym Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe. Żonaty (Teresa, stomatolog), ma córkę Annę (lekarz weterynarii). Mieszka w Warszawie.

*1956 Melbourne: trap, strzelanie do 200 rzutków - 2. msc na 32 start. z wynikiem 190 pkt.  zdobywając srebrny medal (zw. Włoch G. Rossini - 195 pkt.).
*1960 Rzym: trap, strzelanie do 200 rzutków - w elim. uzyskał wynik 88 pkt. (min. 85 pkt.), w finale 7. msc na 36 start. z wynikiem 184 pkt. w seriach: 24-25-25-22-23-23-21-21 (zw. Rumun I. Dumitrescu - 192 pkt.).
*1964 Tokio: trap, strzelanie do 200 rzutków - 32. msc na 51 start. z wynikiem 183 pkt. w seriach: 23-23-25-24-22-21-22-23 (zw. Włoch E. Mattarelli - 198 pkt.).
*1968 Meksyk: trap, strzelanie do 200 rzutków - 6. msc na 59 start. z wynikiem 195 pkt. w seriach: 25-25-25-24-23-24-24-25 (zw. Brytyjczyk J. Braithwaite - 198 pkt.).
*1972 Monachium: trap, strzelanie do 200 rzutków  - 11. msc na 57 start. z wynikiem 190 pkt. (zw. A. Scalzone, Włochy -199 pkt.). Serie: 24-23-24-20-25-25-25-24.
*1976 Montreal: trap, strzelanie do 200 rzutków - 6. msc na 44 start. z wynikiem 183 pkt. w seriach: 20-23-24-22-23-25-22-24 (zw. Amerykanin D. Haldeman - 190 pkt.).

Bibl.: Głuszek, Leksykon 1999, s. 324;  Pawlak, Olimpijczycy, s. 234; MES, t. 2, s. 428; Bogusz, Łódzcy olimpijczycy, s. 184; Księga, s. 379, 381, 529; Iskier  przewodnik  sportowy, s. 743; Porada, Igrzyska, s. 846, 855, 865, 875, 890, 904; Zestawienie, Strzelectwo, s. 7, 10, 15, 29, 32, 34; Lis, Rekordy w plecaku, s. 111-123; Duński, Od Paryża, s. 820-821; Barwiński, Strzelający doktor, Sport, 1999, nr 112.

« powrót do listy

Ważne: strona wykorzystuje pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych w plikach cookies m.in. w celach statystycznych oraz w celu dopasowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkownika. W programie służącym do obsługi internetu możesz zmienić ustawienia dotyczące akceptowania plików cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących plików cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Zamknij