Marian Matysiak nie żyje

2009-02-23

W piątkowy (20 lutego 2009 r.) wieczór w szpitalu w podkaliskiej Wolicy zmarł Marian Matysiak - postać w polskim ruchu olimpijskim nietuzinkowa. Nie znajdziemy Jego biogramu w żadnej z olimpijskich encyklopedii, bo choć w młodości sport przecież uprawiał, jednak - jak mawiał - medale były pisane nie Jemu…


Marian Matysiak/Fot. J. Rozmarynowski

Sport jednak - i to w każdym jego wymiarze kochał ogromnie, a dowodów na to dostarczył jakże wielu. Dość przypomnieć, że w końcu roku 1975 na fali wielkiego zainteresowania zbliżającymi się Igrzyskami Olimpijskimi w Montrealu (1976) był Marian Matysiak jednym z inicjatorów powołania w maleńkim Wysocku Wielkim k. Ostrowa Wlkp. pierwszego w kraju Terenowego Klubu Olimpijczyka - od początku był wśród jego najaktywniejszych członków.

To on wydeptywał pierwsze ścieżki do przyszłych gości Klubu - rozpoczął bowiem od Andrzeja Martynkina - dziennikarza „Sztandaru Młodych” i - Janusza Sidły - naszego legendarnego oszczepnika. A potem - wieść o niespokojnych i spragnionych żywego kontaktu z wielkim sportem ludziach z Wysocka „poszła w Polskę”.

W gronie naszych największych sportowych gwiazd, których co roku po kilkanaście ściągało pod Ostrów Wielkopolski na spotkania z miejscowymi kibicami (i to kilku pokoleń) mówiło się nawet, że „do tego Klubu nie wypada nie pojechać”. Wydzwaniającemu wytrwale do Mistrzów Marianowi Matysiakowi (na co dzień - nauczycielowi miejscowej szkoły, a społecznie przez ponad 30 lat - Prezesowi Klubu) i Jego współpracownikom wizyty te sprawiały czasami trochę kłopotów, ale wielka satysfakcja - i to ze strony obu stron takich spotkań - wszystkie trudy niwelowała. Ba, mobilizowała do następnych działań. Zainicjowali więc coroczną całodobową sztafetę biegową na trasie Palmiry - Ostrzeszów (niosącą pochodnię z grobu Janusza Kusocińskiego na miejsce dorocznego Crossu Ostrzeszowskiego), lokalne i regionalne turnieje wiedzy o sporcie - swoiste „mistrzostwa kibiców”, liczne imprezy sportowe - turnieje tenisa stołowego, piłkarskie  ale i wspaniałe Bale - „Olimpijskie” w karnawale oraz „Andrzejkowe”.

Marian Matysiak i Jego Przyjaciele starali się także towarzyszyć polskim sportowcom podczas ich ważnych startów - delegacje kibiców z Wysocka były więc obecne na kilku Igrzyskach Olimpijskich, w tym m.in. w Atenach (dokąd także dotarła… ich sztafeta), regularnie też dopingowały Adama Małysza podczas styczniowych konkursów Pucharu Świata w Zakopanem. Wielki udział we wszystkich tych eskapadach miał właśnie Prezes Matysiak - także w dużej mierze Jego zasługą jest, że po każdej takiej wyprawie, ale i po wizytach gości w Klubie pozostawały cenne pamiątki - fotografie, flagi, proporce, znaczki, książki i albumy - dzięki temu nie wiedzieć kiedy powstało prawdziwie „olimpijskie” Muzeum - miejsce, jakich nie tylko w Polsce nie ma zbyt wielu.

Sam Prezes, choć wielokrotnie nagradzany, odznaczany i honorowany (m.in. Krzyż Kawalerski OOP, Złota Odznaka Za Zasługi dla Polskiego Ruchu Olimpijskiego, Ostrowianin Roku, Sportowa Indywidualność Roku, wyróżnienie w konkursie Klubu Fair Play PKOl) pozostał do końca Człowiekiem wielkiej skromności - każde wyróżnienie traktował jako wyraz uznania dla zespołowej pracy swoich koleżanek i kolegów, zaś o sobie mawiał, że on „to wszystko jedynie firmuje”. 

Lubiliśmy i szanowaliśmy Go wszyscy - zawsze mieliśmy tak wiele wspólnych, ciekawych tematów - zarówno podczas spotkań w Wysocku Wielkim, jak i podczas Jego wizyt w siedzibie PKOl - a zaglądał tu dość często, nie tylko z racji zasiadania w Komisji Współpracy Terytorialnej. Chwalił się kolejnymi sukcesami Klubu; snuł plany na przyszłość. Naprawdę, trudno uwierzyć, że już ich nie zrealizuje… Wiedzieliśmy, że od dłuższego czasu walczy z poważną chorobą, ale też wierzyliśmy, że walkę z nią zakończy zwycięsko. Niestety, nie dał rady. We wtorek, 24 lutego spocznie na zawsze na cmentarzu w rodzinnym Wysocku Wielkim.

Marian Matysiak - „Maryś” jak często o Nim mówiliśmy - zostawia po sobie naprawdę wspaniały dorobek - spuściznę, z której długo jeszcze będą mogły czerpać kolejne pokolenia. Jesteśmy przekonani, że plany działań jakie dwa lata temu na nową kadencję wyznaczyła sobie - jeszcze pod prezesurą „Marysia” - Rada Klubu Olimpijczyka (z certyfikatem nr 1 PKOl) będą realizowane i systematycznie wzbogacane - wszak to dług wobec Niego, który pozostaje wciąż do spłacenia.

Żegnaj, Przyjacielu!

Koleżanki i Koledzy
z Polskiego Komitetu Olimpijskiego