Krysztofiak: "Wszystko jest na najwyższym poziomie"

2010-02-08

Szef polskiej misji medycznej Hubert Krysztofiak jest zachwycony wyposażeniem polikliniki w wiosce olimpijskiej w Vancouver. W rozmowie z PAP zaznaczył, że wszystko jest na najwyższym poziomie.

- Jak wygląda współpraca między dwoma ośrodkami, w których przebywają polscy sportowcy - Vancouver i Whistler?

Hubert Krysztofiak: Mamy dwa oddzielne zespoły, które ze sobą kooperują. Jeżeli będzie potrzeba mamy komunikację samochodową, telefoniczną, skype'ową i mailową. Nie sądzę, by tutaj miały pojawić się jakiekolwiek problemy.

- Co wzięliście ze sobą z Polski?

H.K.: Można powiedzieć, że mini ambulatorium. Jest to trochę więcej niż indywidualna torba lekarza i fizjoterapeuty. Chcieliśmy pewne rzeczy mieć pod ręką. Pamiętajmy jednak o tym, że wioska olimpijska to niezależne miasto, które ma swoją małą, w pełni wyposażoną poliklinikę. Pozostaje tylko kwestia, by to umiejętnie wykorzystywać i mieć dobre kontakty z lekarzami i wszystkimi osobami, które tutaj pracują. Mamy jednak taki zespół, który ma w tej dziedzinie doświadczenie. Zdawaliśmy sobie już przed przyjazdem sprawę z tego, jak to wygląda.

- Wyrobiliście sobie te kontakty już wcześniej?

H.K.: Oczywiście, że tak. Członkowie komisji medycznej Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego to ludzie, których dobrze znamy i oni znają nas. Zawsze pojawienie się w wiosce rozpoczynamy od lokalizacji polikliniki, pobieramy druki recept. Niezależnie więc od leków jakie my mamy, w sytuacjach, gdy potrzebujemy jakieś specyficzne medykamenty lub wyczerpie nam się zapas, mamy prawo wypisywać leki z apteki w wiosce. One są wtedy darmowe, nie musimy za nie płacić. Tak samo wygląda sprawa z badaniami.

- Rozumiem, że poliklinika jest wyposażona w podstawowe rzeczy jak rentgen, sprzęt do usg?

H.K.: Jest tam wszystko. To są urządzenia na najwyższym poziomie, ponieważ jednym ze sponsorów jest duża firma, która produkuje bardzo nowoczesną aparaturę medyczną. Tu jest wszystko wzorcowe. Do tego są zespoły profesjonalistów z całego świata.

- Ile mniej więcej waży pana torba przywieziona z Polski?

H.K.: Medyczna torba musi się zmieścić w 20 kilogramach. Mieliśmy też kilka skrzyń z różnorodną aparaturą. Jest to przede wszystkim zestaw do fizykoterapii, który musimy mieć na miejscu w ambulatorium, ponieważ używany jest do terapii na bieżąco. Ponadto trochę urządzeń laryngologicznych, do przepłukiwania zatok, sprzętu chirurgicznego, materiały opatrunkowe i do zabezpieczenia ortopedycznego.

- Na czym więc polega zadanie polskiej misji medycznej w Vancouver?

H.K.: Na monitorowaniu. My jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że wszystkich zawodników, którymi się opiekujemy, bardzo dobrze znamy i oni znają nas. To często są nie tylko nasi pacjenci, ale także przyjaciele. Oni w związku z tym sami nas lokalizują. Musimy sobie bowiem zdawać sprawę z tego, że igrzyska to jest duża i ważna impreza, ale nie jedyna, w której zawodnicy uczestniczą. Oni są ciągle na dużych imprezach i wiedzą jak się zachowywać. Znają na tyle swoje organizmy, że jeżeli cokolwiek się z nimi dzieje, szybko nam to zgłaszają, byśmy mogli odpowiednio wcześnie zaingerować.

Z Vancouver Marta Pietrewicz (PAP)