Ustiugow mistrzem, Sikora 11. w biegu masowym

2010-02-21

Rosjanin Jewgienij Ustiugow zdobył złoty medal olimpijski w biathlonowym biegu na 15 km ze startu wspólnego. Tomasz Sikora trzykrotnie spudłował i na trasie w Whistler uplasował się na 11.  miejscu. Srebro wywalczył Francuz Martin Fourcade, a brąz Słowak Pavol Hurajt.


Tomasz Sikora/Fot. Szymon Sikora

Dopiero w ostatniej konkurencji indywidualnej przypomniał o sobie lider Pucharu Świata, 24-letni Ustiugow, który jest objawieniem tego sezonu. Wcześniej sukcesy odnosił jedynie jako junior. M.in. w 2006 roku dwukrotnie stawał na najwyższym stopniu podium MŚJ.

W niedzielę bezbłędnie strzelający Rosjanin wyprzedził o 10,5 s młodszego z braci Fourcade, 21-letniego Martina, który podobnie jak Sikora musiał przebiec trzy dodatkowe rundy. Przewaga mogła być większa, ale na finiszu, długo przed metą Ustiugow zaczął celebrować swój największy wyczyn w karierze.

Sporą sensacją jest trzecie miejsce 32-letniego, pochodzącego z Popradu Hurajta, który mimo wieku, nie może pochwalić się specjalnymi dokonaniami. Na podium PŚ, w ciągu dziewięciu lat startów, stanął tylko dwa razy. W obu przypadkach był to najniższy stopień i zdarzyło się to w sezonie 2003/2004. W Whistler do srebra zabrakło mu sześciu sekund. Obok triumfatora rywalizacji był jedynym biathlonistą, który na strzelnicy nie popełnił błędu.

Wicemistrz olimpijski w tej konkurencji z Turynu - Sikora pogrzebał szanse na medal już na pierwszym strzelaniu, w którym popełnił dwa błędy i spadł na ostatnie 30. miejsce. Biegł dość dobrze, ale strzelanie zabierało mu dużo czasu. Dopiero w pozycji stojącej przestał się mylić i udało mu się odrobić część strat, co w efekcie dało mu miejsce na początku drugiej dziesiątki.

Do przetasowań w czołówce doszło dopiero po trzecim strzelaniu. M.in. na dalszą pozycję spadł obrońca tytułu, Niemiec Michael Greis, który w efekcie, tak jak przed czterema laty w Turynie, finiszował tuż przed Polakiem, tyle że na dziesiątej pozycji. Sikora stracił do niego 2,4 s.

Ósme miejsce zajął Francuz Vincent Jay, którego postawa w Vancouver zaskoczyła wszystkich fachowców. Wcześniej nieznany biathlonista z igrzysk wróci z dwoma medalami: złotym w sprincie i brązowym w biegu na dochodzenie. W niedzielę miał szansę na kolejny. Tylko raz spudłował, długo znajdował się w ścisłej czołówce, ale wyraźnie osłabł na ostatnich kilometrach.

Inną niespodzianką, niemiłą szczególnie dla Norwegów, była postawa biathlonisty wszech czasów, najbardziej utytułowanego w tej dyscyplinie Ole Einara  Bjoerndalena, który zupełnie pogubił się w strzelaniu. W sumie spudłował siedem razy i był przedostatni. (PAP)