Lista sponsorów
Tomasz Sikora: "Zawsze walczę do końca"
2010-02-21
Najlepszy polski biathlonista Tomasz Sikora zakończył występy na igrzyskach w Vancouver bez medalu. W biegu ze startu wspólnego na 15 km, w którym przed czterema laty, zdobył srebrny medal tym razem uplasował się na 11. pozycji.
- Pożegnanie z igrzyskami w Vancouver nie wypadło najlepiej. Co się stało?
- Bieg został przegrany z powodu pierwszego strzelania, na którym miałem dwa niecelne strzały. Później było już bardzo ciężko gonić czołówkę, szczególnie jeżeli wiadomo, że jest bardzo mocna grupa, która strzelała bezbłędnie. Oni mieli ponad minutę przewagi, a ja przez trzy pętle musiałem ich gonić. W dodatku musiałem to robić samotnie i traciłem dużo więcej sił. Dwa ostatnie strzelania miałem pozytywne, ale było już za późno by cokolwiek zrobić.
- Co było przyczyną tych błędów na pierwszym strzelaniu?
- Czwarty strzał poszedł za bardzo do góry, w ostatnim chciałem przypilnować, a znów popełniłem ten sam błąd. W czasie drugiego pobytu na strzelnicy, znów jakiś mimowolny odruch i błąd. Ta karna runda przekreśliła już szanse walki o medal.
- Walczył pan jednak do końca?
- Zawsze walczę do końca, ale nie zawsze skutecznie.
- Przed startem zastanawiał się pan, że to ostatni olimpijski bieg?
- Pewnie nie tylko ja o tym myślałem. Przede wszystkim ten pierwszy bieg tutaj trochę namieszał wśród faworytów. Nawet Ole Einar Bjoerndalen, który przyjechał walczyć o złote medale, miał pecha. Pierwsze biegi nie ułożyły się dla niego dobrze i też było mu ciężko. Z każdym kolejnym startem zaś presja rośnie, bo medali do zdobycia coraz mniej. Czasami bywa tak, że za bardzo się chce.
- Tych igrzysk nie zaliczy pan do udanych?
- Byłem na pewno lepiej przygotowany niż do igrzysk w Turynie. Mimo słabego początku sezonu, kiedy po chorobie ciężko mi było dojść do siebie, to było dobrze. Forma biegowa bardzo dobra, ale niestety na ostatnim zgrupowaniu strzelałem bardzo dobrze, a zawsze po takim okresie dobrego strzelania przychodzi dołek. I już tu w Whistler po dwóch treningach wiedzieliśmy, że coś z tą pozycją leżącą się dzieje. Staraliśmy sie to skorygować, ale nie udało się.
Małgorzata Ziemba z Whistler



