Rio 2016

Aktualności

Majka: "Były myśli, że jadę po złoto"

- Cała ekipa, powiem szczerze, zrobiła... robotę - mówił Rafał Majka, kolarz z Zagartowic, od soboty brązowy medalista olimpijski.

Rafał Majka na mecie/Fot.: Bartłomiej Zborowski

- Co to był za wyścig!

- Uff, naprawdę ciężki. Dzisiaj przed startem uwierzyłem, że nogi się kręcą. Pod górę dałem z siebie wszystko, było chyba widać, że dotrzymywałem kroku najlepszym. Z Michałem (Kwiatkowskim) zrobiliśmy bardzo dobrą akcję, gdy zaczekał na mnie na górze. Ze zjazdu szła taka torpeda, że nawet nie wiem, jak zjeżdżałem. Nawet, gdy Nibali położył się z Henau, to ja ledwo co wyhamowałem. Takie jednak jest kolarstwo. Czasem się łapie kapcia 500 merów przed metą i przegrywa wyścig. Ktoś może powiedzieć, że nie wygrałem, ale to moje pierwsze igrzyska, brązowy medal, ja jestem naprawdę szczęśliwy.

- Co sobie Pan pomyślał, gdy na ostatnich kilometrach zobaczył Pan, że rywale się zbliżają?

- Teraz nie ma co lamentować. Mamy brązowy medal, powinniśmy być szczęśliwi. Przeżegnałem się przed zjazdem i chyba mi to dużo dało. Nie leżałem, ominąłem tę kraksę i szedłem na solo. Było ciężko, skurcze mnie łapały. Dziękuję chłopakom, bo zrobili taką robotę, że ja tylko próbowałem to wykończyć. Jechałem po złoty medal, ale już nie miałem siły zafiniszować.

- W końcówce, na zbliżeniach kamery, widać było, że jedzie Pan bardziej siłą woli niż mięśni.

- Powinniśmy być szczęśliwi. Cała ekipa, powiem szczerze, zrobiła zajebis... robotę. Nie pamiętam, kiedy ostatnio mieliśmy medal olimpijski na szosie. Chyba 28 lat temu.

- W 1988 roku, w drużynie.

- To ja jeszcze się wtedy nie urodziłem, więc mogę nie wiedzieć. Ale naprawdę dałem z siebie wszystko. Trzeba trzymać za mnie kciuki. Słyszę dużo krytyki, że Majka nie wygrał dużego Touru, ale jak widać moja kariera bardzo dobrze się rozwija. Dobre Giro, Tour de France, teraz igrzyska. Mogę chyba już zakończyć sezon (śmiech).

- Co Pan myślał, gdy pędził sam do mety?

- Były myśli, że jadę po złoto. Ale ci, którzy jechali z tyłu są mocniejsi na płaskim.

- Upadki Nibalego i Henau. Co tam się stało?

- Jechaliśmy 80 kilometrów na godzinę, był zakręt w lewo, chłopaków wyniosło. Ja wyhamowałem, widziałem tylko rowery przede mną, jeden chyba nawet przeskoczyłem. Patrzę: jestem sam, więc muszę jechać.

- Mądrze rozegraliście ten wyścig jako drużyna.

- Zaryzykowaliśmy, ja i Michał, bo poszedł atak ze zjazdu. Michał ciągnął ładnie. Mogę mu podziękować. Jesteśmy jedną drużyną, ja mu pomogłem na mistrzostwach świata, on mi się teraz odwdzięczył. To jest kadra, jedziemy wszyscy na jednego.

- To Pana największy sukces?

- Kiedyś będę chciał wygrać Tour de France, jak się uda, jeśli będę miał taką drużynę, która będzie na mnie pracowała. Jaką? Tego nie mogę jeszcze powiedzieć. Zasługuję na ten medal, jestem szczęśliwy.

- Medal z dedykacją?

- Mojej żonie, całej rodzinie, tacie, mamie i trenerowi Zbigniewowi Klękowi za to, że mnie wychował jako kolarza.

- A co dla kolegów z reprezentacji?

- Na pewno się dobrze odwdzięczę (śmiech).

Przemysław Franczak/AIP
Fot.: Bartosz Zborowski

Sponsor Strategiczny

Sponsor Generalny

Sponsor Kolekcji
Olimpijskiej

Główny Partner Medyczny

Oficjalny przewoźnik

Partnerzy PKOl


Partnerzy Medialni PKOl

Ważne: strona wykorzystuje pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych w plikach cookies m.in. w celach statystycznych oraz w celu dopasowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkownika. W programie służącym do obsługi internetu możesz zmienić ustawienia dotyczące akceptowania plików cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących plików cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Zamknij