Soczi 2014

Aktualności

Saneczkarze bojowo nastawieni przed sztafetą

Polska w składzie Karol Mikrut i Patryk Poręba zajęła w środę 15. miejsce w rywalizacji dwójek saneczkowych na torze Sanki Sliding Center.

Karol Mikrut/Fot.: Szymon Sikora- W pierwszym ślizgu popełniłem błąd - mówi Karol Mikrut. - Za długo pociągnąłem... Zepsuliśmy wiraż trzeci i jedenasty, dlatego też taki mamy czas, a nie inny. Za "jedenastką" musieliśmy się lekko ratować butami, to była nasza walka o przeżycie i udało się tam stracić jak najmniej - dodał.

Drugi ślizg był już lepszy w wykonaniu Polaków z czego są zadowoleni. - W drugi ślizgu założyliśmy sobie, że musimy wyprzedzić Słowaków (Solcansky/Stuchlak - przyp. red.), dlatego jesteśmy zadowoleni, bo udało się nam to osiągnąć - kontynuuje Mikrut.

Wynik cieszy Polaków, chociażby dlatego, ze to jedno z ich najlepszych osiągnięć w sezonie. - W tym roku nasz najwyższy wynik to 15. miejsce w Pucharze Świata, więc i teraz ta piętnastka bardzo nas cieszy - stwierdził Mikrut. - Wtedy jednak trzeba powiedzieć, że dużo w wyniku pomogli nam rywale, a tu oddaliśmy dwa dobre i w miarę czyste ślizgi, co dało nam 15. pozycję.

- Ten tor jest najdłuższy ze wszystkich na jakiś jeździłem - dodaje Patryk Poręba. - On nie wybacza błędów, a najmniejsze z nich powodują duże straty czasowe. Nam się jeździ tu w miarę dobrze. Mieliśmy na nim treningi już wcześniej, to nie są nasze pierwsze starty na nim i muszę przyznać, że od początku polubiłem ślizganie na nim.

To jednak nie koniec startów polskich saneczkarzy. Teraz czas na debiutującą w programie zimowych igrzysk olimpijskich, sztafetę. - Przed nami jeszcze start w sztafecie, która zadebiutuje na igrzyskach olimpijskich - oznajmił Mikrut. - Biorąc pod uwagę cały sezon, liczymy na pierwszą ósemkę. To realne miejsce, i byłaby to super pozycja dla nas. Z takiej bylibyśmy bardzo usatysfakcjonowani. Nie będzie to proste, ale zrobimy wszystko żeby to osiągnąć.

Jak będzie przebiegać rywalizacja w tej konkurencji wyjaśnił nam Patryk Poręba. - Najpierw startuje dziewczyna w jedynce. Na mecie musi uderzyć w tak zwaną "packę" i wtedy otwiera się bramka kolejnej jedynce, tym razem męskiej. Tu liczy się czas reakcji. On podobnie po dojechaniu do mety uderza w "packę" i wtedy jak najszybciej musi zareagować dwójka. Oni także na mecie muszą uderzyć w "packę" i czas zostaje zatrzymany. Następnie zliczany jest łączny wynik wszystkich uczestników.

- Ciężkim wirażem jest numer trzy. Jest on bardziej przygotowany do startu męskiego niż damskiego, mówiąc w kontekście startu w sztafecie. Trzeba go mocniej "wykroić". Trudna także jest "piątka", na której trzeba wykonać kombinacje sterowań. Ciężki też jest numer dziewięć i jedenaście. Reszta jest dużo łatwiejsza - objaśnił specyfikę toru Patryk Poręba.

- Jeżeli wszyscy wykonamy to co do nas należy jak najlepiej i będziemy mieć dobre czasy reakcji, to myślę, że ósemka jest jak najbardziej realna - dodał Karol Mikrut. - Naszym najmocniejszym ogniwem jest Maciek Kurowski. Jeździ najstabilniej z nas wszystkich, najrówniej, ma doświadczenie, bo to są jego drugie igrzyska, a nam reszcie wszystkim tego brakuje - zakończył.

Patryk Poręba/Fot.: Szymon SikoraPo igrzyskach polscy saneczkarze nie kończą sezonu, choć jest to prawdopodobne i bardzo przez nich wyczekiwane. - Po igrzyskach, jeśli odbędą się mistrzostwa Polski, to jedziemy na nie. Na razie nie wiadomo czy zostaną rozegrane teraz czy na jesieni. Jeśli nie będzie tej imprezy to wracamy do domu by odpocząć. Praktycznie od września nie zagrzaliśmy w nim miejsca. Wpadaliśmy tylko na dwu, trzydniowe odwiedziny co jakiś czas. Trzeba więc odpocząć i zregenerować się przed przygotowaniami do kolejnego sezonu - powiedział Karol Mikrut.

Wiele już się powiedziało na temat różnych niespodzianek, które w Rosji na trwających igrzyskach spotkały różnych jego uczestników. Przygody i niegodności, których większość, bardzo sprawnie "prostowali" członkowie Polskiej Misji Olimpijskiej, nie ominęły także saneczkarzy. - Jak przyjechaliśmy do wioski to od razu rzuciło mi się w oczy, że nie było zasłon - opowiada Poręba. - A jak poszedłem się wykąpać to leciała żółta woda. Było trochę takich niedociągnięć ze strony organizatorów. Dziś natomiast zabawną sytuację miał Karol. Zablokowała mu się winda jak zjeżdżał na do mnie na dół i siedział w niej chyba z 15 minut - zdradził Poręba.

- To było pół godziny - dodał Mikrut. - Patryk robił sanki, ja jechałem do niego. Zjechałem na minus jeden, a tu nagle zatrzasnęła się winda i koniec. Ale najlepsze było to: w windzie znalazłem karteczkę z informacją, że w razie zatrzaśnięcia dzwonić pod podany numer. Wyciągnąłem więc telefon, ale szybko okazało się, że ten kto umieszczał tę kartkę nie przewidział, że w windzie nie ma zasiągu (śmiech). I tak spędziłem tam pół godziny… - zakończył Karol Mikrut.

www.olimpijski.pl/Tomasz Piechal
Fot.: Szymon Sikora

Sponsor Strategiczny

Sponsor Generalny

Sponsor Kolekcji
Olimpijskiej

Główny Partner Medyczny

Oficjalny przewoźnik

Partnerzy PKOl


Partnerzy Medialni PKOl

Ważne: strona wykorzystuje pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych w plikach cookies m.in. w celach statystycznych oraz w celu dopasowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkownika. W programie służącym do obsługi internetu możesz zmienić ustawienia dotyczące akceptowania plików cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących plików cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Zamknij