Soczi 2014

Aktualności

"Święta olimpijska wojna" na karne

Turniej hokejowy w ogóle, w tym zwłaszcza mecze ich reprezentacji, to dla gospodarzy igrzysk w Soczi zdecydowanie najważniejsze wydarzenia. A jeśli jest to w dodatku jedna z najbardziej elektryzujących olimpijskich "świętych wojen", czyli spotkanie Rosja - USA, to można się spodziewać najgorętszych emocji.
 
BOLSHOY - ICE DOMEPodobnych na przykład do tych z olimpijskiego finału w Lake Placid 1980, nazwanego "Cudem na lodzie", kiedy ta wojna zaczęła się od spektakularnego wybuchu. Złożona w większości z graczy uniwersyteckich drużyna USA pokonała wówczas legendarną "sborną" ZSRR w momencie jej bodaj największej dominacji w "amatorskim" hokeju – po zdobyciu przez graczy radzieckich czterech mistrzostw olimpijskich z rzędu.

Teraz, w wypełnionym do niemal ostatniego miejsca (11 678 z 12 tys.) Lodowym Pałacu Bolszoj, do złudzenia przypominającym naszą ERGO Arenę w Gdańsku/Sopocie, widowisko zrobiło się tak naprawdę dopiero od trzeciej tercji. Ale potem napięcie rosło już jak u Hitchcocka, by osiągnąć finał w ósmej (!!!) serii rzutów karnych. B. J. Oshie wygrał w niej pojedynek z Siergiejem Bobrowskim i USA zwyciężyły 4:3. W normalnym czasie gry padł remis 2:2, a 5-minutowa dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia.

Początek i środek meczu był bardzo wyrównany, dość nerwowy, obie drużyny grały uważnie w obronie, z wyraźnym respektem dla przeciwnika. Rosjanie niby ciut częściej atakowali i więcej strzelali, ale nic z tego nie wynikało. Doping kibiców gospodarzy też był jakiś taki średni, w żadnym razie nie przyprawiający amerykańskich hokeistów o drżenie kolan. W zasadzie ograniczał się do dwóch najprostszych chóralnych zaśpiewów: "Szajbu!" (Gola!) i "Rassija!!", z jednym wariantem ciut rozwiniętym: "Wpierioood, Rasssija!!!". Do tego trochę trąbienia i gwizdów, gdy rywale - zdaniem publiki - robili jakąś krzywdę ich "gierojom". No i oczywiście zakrzykiwanie fanów gości po ich nieśmiałych: "Ju-Es-Ej! Ju-Es-Ej!".

W przerwach w grze - klasyczne, znane na hokejowych lodowiskach od dekad, klezmerskie kawałki na keyboardzie. Zdecydowanie najlepszy w warstwie meczowej otoczki był angielskojęzyczny announcer, brzmiący jak po wieloletniej praktyce w NHL. Gdy się odzywał, czuło się atmosferę wielkiego hokeja, choć niekoniecznie olimpijskiego... Urzekający był też kontrast między jego głębokim, zdecydowanym barytonem, a spokojnym, nastrojowym altem spikera rosyjskojęzycznego. W sumie: hokejowi kibice "sbornej" muszą się jeszcze długo uczyć od na przykład polskich fanów siatkówki, a ich wodzireje powinni szybko przejść szkolenie u naszej pary Kułaga-Magiera.

Pierwszy gol padł dopiero tuż po połowie meczu: fantastyczną indywidualną akcją popisał się kapitan "Red Machine", Paweł Dacjuk. Amerykanie wyrównali pod koniec drugiej tercji, grając w przewadze: krążek wepchnął do siatki z najbliższej odległości Cam Fowler. Także dzięki wykorzystaniu power play hokeiści USA wyszli w połowie trzeciej części gry na prowadzenie: Joe Pavelski atomowym strzałem z klepki wykorzystał zaskakujące podanie Patricka Kane’a w poprzek tercji obronnej gospodarzy. Szturm "sbornej" niemal od razu przyniósł wyrównanie, również w okresie, gdy jeden z Amerykanów siedział na ławce kar: znów Dacjuk, sprytnym strzałem przy słupku, wykorzystał zasłonięcie bramkarza. Pięć minut przed końcem, po wideo weryfikacji, Rosjanom nie uznano gola Fiodora Tiutina. Ostatnie 90 sekund Amerykanie grali w przewadze, ostrzeliwali bramkę, ale Bobrowski nie dał się pokonać.

Potem była wspomniana już dogrywka i karne, które w hokeju w seriach "do skutku", czyli od czwartej, może wykonywać nawet stale ten sam zawodnik. I tak było w drużynie USA - sam Shine okazał się za czwartym razem skuteczniejszy od strzelających na zmianę Dacjuka i Ilii Kowalczuka.

Wynik spotkania o niczym jeszcze w kontekście strefy medalowej nie decyduje, bo za nami dopiero dwie trzecie pierwszej fazy, w której 12 drużyn rywalizuje w 3 grupach "każda z każdą". A system rozgrywek olimpijskiego turnieju hokejowego jest bodaj jeszcze bardziej kuriozalny niż osławionego siatkarskiego mundialu Italia 2010. Bo po pierwszych 18 meczach nie odpada... nikt, a mistrzem olimpijskim teoretycznie może zostać nawet zespół, który w grupie poniesie 3 porażki! Do ćwierćfinałów play off automatycznie awansują bowiem 4 najlepsze drużyny z układanej wspólnie dla wszystkich grup (?!) tabeli, a 8 pozostałych utworzy pary pre-kwalifikacyjne, w układzie 5-12, 6-11 itd.

I jeszcze jedna - tym razem godna podziwu i naśladowania w kontekście fair play sytuacja - zdarzająca się chyba tylko w hokeju i tenisie. Mecz Rosja - USA jako jeden z dwóch głównych sędziów prowadził... Amerykanin, Brad Meier. I nikt nie może mieć do jego bezstronności jakichkolwiek uwag.
 
www.olimpijski.pl/Tomasz Wolfke

Sponsor Strategiczny

Sponsor Generalny

Sponsor Kolekcji
Olimpijskiej

Główny Partner Medyczny

Oficjalny przewoźnik

Partnerzy PKOl


Partnerzy Medialni PKOl

Ważne: strona wykorzystuje pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych w plikach cookies m.in. w celach statystycznych oraz w celu dopasowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkownika. W programie służącym do obsługi internetu możesz zmienić ustawienia dotyczące akceptowania plików cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących plików cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Zamknij